Płynie samotnie przez pustkę
Szlakiem płonących w ciszy gwiazd
Niemy jest świadomości krzyk
W ogrodzie nicości, jak chwastPłonna nadzieja latarnią
Pośród nieskończoności fal
Niebo bez czasu i granic
Okręt zbłąkany, dziwny balTańczą nienawiść z miłością
I ludzkie marzenia, i sny
I wizje skąpane w złocie
Na trzy, to Walc Kwiatów, w nim TyPląs spłodził radosną sztukę
Ta gestem skazała rząd praw
Na niedoskonałość, skazę
Za wzgardę dla piękna, pchlich sprawKapryśna, karmisz motyle
I chowasz spojrzenia za szkłem
Nie ktoś i nie tylko tyle
To przez deszcz, a może to sen